Spadające „gwiazdy”

Nierzadko spotykamy się z tym związkiem wyrazowym. Trzeba przyznać, że brzmi dość ładnie, niektórym kojarzy się z czymś romantycznym. Wszystko jest w porządku, dopóki każdy wie, że tak na prawdę gwiazdy nie mają w zwyczaju spadać na powierzchnię naszej planety!

Niestety spotykam się czasem z takim stwierdzeniem, choćby w gronie znajomych. 🙂
To jak? Obalimy ten mit?!

Pod rozważania weźmy najsłabszą gwiazdę – czerwonego karła (nie bierzmy pod uwagę „niewypałów” – brązowych karłów). Skonfrontujmy go z Ziemią. Zakładamy oczywiście bardzo hipotetyczną sytuację. Uwzględniamy jedynie jasność i odległość karła od Ziemi (obserwatora)! To jednak zdecydowanie wystarczy do pokazania najistotniejszych faktów.
Przyjmuje się, że najsłabsze czerwone karły mogą mieć moc promieniowania w okolicach L = 0,0001 LSłońca (S).
Przytoczę teraz pewien wzór fotometryczny (modyfikacja wzoru Pogsona):

gdzie m – specyficzna miara jasności (tu) obserwowalnej, w magnitudo; r – odległość źródła światła od obserwatora (w parsekach).

Po co to? Zamierzam sprawdzić jaką jasność (m) osiągnąłby taki karzeł, gdyby zbliżył się do Ziemi na odległość 100 km (linia Karmana – umowna granica między atmosferą, a kosmosem). Spadające gwiazdy i tak obserwuje się w niższych partiach atmosfery. 😉

No to jedziemy!
mS = – 26,74 mag, rS = 1 au = 1/206265 pc, r = 100 km (trzeba zamienić na pc)
Podstawiamy do wzoru i otrzymujemy m = – 47,6 mag!

Można pomyśleć, że skoro w wyniku jest minus, to na pewno mało. Cóż, z magnitudo jest tak, że im mniejsza liczba, tym jaśniejszy obiekt. Porównaj to teraz z jasnością Słońca, podaną wyżej. No właśnie! 🙂
Ostatnia rzecz jaką widzisz w takiej szalonej sytuacji, to… karzeł. W sumie to od razu byś wyparował. Mimo kreatywności mediów chyba jeszcze nigdy nie słyszeliśmy o przypadku spopielenia na widok spadającej gwiazdy? 😀

W porządku, skoro nie gwiazdy, to co? Okazuje się, że te piękne widowiska dają nam zwykłe, kosmiczne odłamki skalne o zróżnicowanym składzie. Zazwyczaj są to małe obiekty – meteoroidy. Czasem trafiają się większe, zabłąkane asteroidy. Jeśli są wystarczająco duże, można o ich popisach usłyszeć w wiadomościach.
Odłamki wpadając w gęstą, ziemską atmosferę trafiają jakby na mur. Zostają wyhamowane wskutek działania sił oporowych. Zazwyczaj „żyją” bardzo krótko, momentalnie ulegając spaleniu. Przez ułamek sekundy widzimy wówczas klasyczny meteor. Jeżeli meteoroid jest wystarczająco duży i ma ciekawy skład, widzimy na niebie pędzące nawet kilka sekund bolidy.
Jeżeli skała jest wystarczająco masywna, dostępuje zaszczytu uderzenia w Ziemię. Taką pozostałość nazywamy meteorytem.

Credits: NASA/JPL

Ot tyle! 🙂 Małe, a zachwyca…

Oczywiście, jeżeli spodobał Ci się ten artykuł to pozostaw komentarz, udostępnij i zapisz się do newslettera.
Pozdrawiam… gorąco!

Facebook: https://www.facebook.com/apophisblog/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *